Aktualnie jesteśmy w:

Singapur, Singapur

Ostatni dzień na Bali

Ostatni dzień na Bali

Po 2 dniach na Bali przyszło nam się pożegnać z tym magicznym, ale jednak dość chaotycznym miejscem. Zanim to nastąpiło udało nam się zobaczyć jeszcze kilka ciekawych miejsc.

Samolot startował dopiero o 1 rano, więc mieliśmy jeszcze cały czwartek na zwiedzanie. Nie przedłużaliśmy pokoju na ten niepełny dzień, w związku z czym musieliśmy wykombinować jak coś jeszcze zwiedzić mając ze sobą dwie dość spore walizki i dwa plecaki. I tu z pomocą przyszedł nam TripAdvisor, który podpowiedział nam kierowcę. Po krótkiej rozmowie przez WhatsAppa (tutaj wszyscy się tak komunikują, nawet jak chcieliśmy wrócić do hotelu to pisaliśmy ziomkom na WhatsAppie, żeby nas zabrali 🤣) dogadaliśmy trasę i kwotę. I tym oto sposobem problem z walizkami, dojazdem na lotnisko i zwiedzaniem Bali pięknie się rozwiązał.😁

Plan był taki:

  • 12:00 – odbiór spod hotelu,
  • zwiedzanie świątyni Tirta Empul,
  • spacer po tarasach ryżowych w Tagelalang,
  • wodospad Nungnung,
  • jedzenie,
  • transport na lotnisko na godzinę 22:00.

Koszt: 800 000 rupii indonezyjskich (ok. 220 zł).

Tak jechały z hotelu nasze walizki.

Świątynia Tirta Empul

Świątynia świętej wody jest jednym w najważniejszych miejsc w balijskiej tradycji hinduizmu i jednocześnie jedną z popularniejszych atrakcji turystycznych. Według wierzenia, woda z podziemnego źródła ma działanie oczyszczające zarówno dla ciała, jak i dla ducha. Żeby wejść do świątyni trzeba zapłacić 10 000 rupii od osoby i koniecznie zasłonić nogi sarongiem, które dostępne są przed wejściem bezpłatnie.

Świątynia podzielona jest na 4 części: centralną, w której odbywają się wszystkie uroczystości i modlitwy, Jaba Tengah – gdzie znajdują się 3 baseny z 30 fontannami, Jeroan – besen, w którym można zobaczyć ujście wody, The Koi Pool – basen z karpiami.

Źródło świętej wody.

Rytuał oczyszczania może przejść każdy, niezależnie od tego czy jest wierzący czy nie. W związku z czym jest to świetne miejsce na fotki na insta czy fejsika. Jedynym warunkiem jest zapłacenie za inny sarong (jednokolorowy, na ogół zielony). W tym, który dostaliśmy na wejściu nie można wchodzić do wody. Jest on nazywany suchym sarongiem. Zapytałam naszego kierowcę jaki jest powód tego. Wyjaśnił, że powód jest bardzo prostu. Pieniądze. Z punktu widzenia wiary albo „działania” oczyszczania nie ma to żadnego znaczenia. Osoby, które nie są turystami i przychodzą do świątyni w celu modlitwy i oczyszczenia również na ogół przynoszą ze sobą dwa sarongi i się przebierają (nie płacą wtedy też za wejście), ale tylko dlatego, że nie chcą wracać w mokrym sarongu do domu (jest to ich częste ubranie nie tylko od święta).

Skąd właściwie wzięła się świętość tej wody? Z legendy. Balijczycy wierzą, że powstała ona w wyniku wielkiej bitwy między potężnym, władającym magią, królem Mayadenawa a boginią Indra. Król posiadł moce zmieniania się w dowolne stworzenie, jednak swoją magiczną moc zaczął wykorzystywać do uprawniania czarnej magii. Kapłanka Sang Kulputih modliła się do bogini Indry o uratowanie ich od okrutnego króla. Bogini wysłuchała jej prośby i razem ze swoją armią pokonała króla, zostawiając go z garstką żołnierzy, który ocaleli. W odwecie, król Mayadenawa pod osłoną nocy wkradł się do obozu Indry i stworzył w nim piękną, ale śmiertelnie trującą sadzawkę, z której spragnieni żołnierze mieli się napić rano wody. Po obudzeniu się, bogini Idra zauważyła, że mnóstwo jej ludzi jest martwych, a zmarłych ciągle przybywa. Bogini wzięła swoją magiczną laskę i przebiła nią ziemię tworząc uzdrawiające źródełko świętej wody zwane Tirta Empul, które przywróciło do życia wszystkich zmarłych i uleczyło wszystkich. Po nieudanym planie pokonania bogini Indry, król Mayadenawa próbował ukryć się pod postacią różnych zwierząt, ale bezskutecznie, gdyż ta zawsze go odnalazła. W końcu zamienił się w głaz, a bogini przebiła go strzałą ostatecznie zabijając. Krew, która wypłynęła ze skały, utworzyła rzekę Petanu, która uważana jest za przeklętą, powodującą że ryż, który rośnie wokół niej wzrasta szybko, ale jest śmierdzący i skażony krwią. Balijczycy świętują to wydarzenie w 210 dniu balijskiego kalendarza (korzystają z dwóch: najpopularniejszego – gregoriańskiego i balijskiego który trwa 6 miesięcy).

W trakcie naszego zwiedzania udało nam się podejrzeć jedną z ich ceremonii, która aktualnie odbywała się w świątyni.

Po skończeniu ceremonii, pan kapłan sięgnął po stojący obok spray i spryskał wszystko odstraszaczem owadów 🤣
Podczas ceremonii, uczestnicy piją świętą wodę, ochlapują się nią i przyklejają sobie ziarenka ryżu w miejscu trzeciego oka. Wierzą, że ryż ma magiczne właściwości i pomaga uaktywnić trzecie oko.

A tak wyglądają tyły świątyni:

Na koniec ciekawostka, której dowiedziałam się od naszego kierowcy. Hindusi wierzą, że żeby się przypodobać bogom muszą być dobrzy dla siebie, dla innych (wszystkich ludzi) i dla natury. W związku z tym każdy, kto jest z ich okolicy jest ich przyjacielem i z przyjemnością i uśmiechem na ustach zawsze pomogą. Co nie przeszkadza im zlecić „ukarania” kogoś komuś innemu, kto nie wyznaje tej zasady 😁.

Tarasy ryżowe Tagelalang

Tarasy ryżowe to kolejna popularna atrakcja turystyczna. I robią niesamowite wrażenie. Tarasy ryżowe są skupiskiem kilku lub kilkunastu właścicieli, którzy uprawiają w nieckach wypełnionych wodą, jak sama nazwa wskazuje, ryż (ciekawostka: zbiory ryżu mają 3 razy w roku). Na krawędzi każdego poziomu zrobione jest wąskie przejście, które umożliwia pracę przy nich lub przejście turystom. Na wejściu na pole kolejnego właściciela stoi budka z „donation box” i osoba pilnująca, żeby każdy przechodzący coś wrzucił. Kwota jest dobrowolna i nawet mają możliwość wydania reszty. Na najwyższym poziomie tarasów zrobiony jest całkiem spory parking, restauracje, gniazda, w których można sobie zrobić fotkę, wielkie huśtawki i rower, którym można przejechać nad przepaścią na drugą stronę. Wszystko oczywiście płatne i do wszystkiego kolejka. Dodatkową usługą w przypadku zdecydowania się na huśtawkę jest możliwość dokupienia sobie sukienki, która będzie bajecznie powiewać za huśtającą się panią.

Wodospad Nungnung

Jeśli chodzi o wodospad, to nie bardzo jest co o nim pisać. No może tylko tyle, że żeby do niego dojść trzeba było pokonać 504 schody. A później po nich wejść. Resztę niech zdjęcia opowiedzą.

Po powrocie do samochodu, nasz kierowca powiedział nam, że chwilę wcześniej można było wyczuć niewielkie trzęsienie ziemi. Początkowo myśleliśmy, że z niego taki śmieszek i sobie z nas żartuje. Ale wygooglaliśmy i rzeczywiście, w trakcie wchodzenia po schodach byliśmy świadkami kilku niewielkich trzęsień ziemi, z których najsilniejsze miało siłę 4.1 w skali Richtera.

Na koniec zostało nam tylko dojechać na lotnisko i udać się w podróż do kolejnego miejsca: Darwin, Australia – kraju kangurów, olbrzymich krokodyli, zabójczych pająków i słońca.

Znalezione obrazy dla zapytania australia clipart

Pozdrawiamy

M&M 😘

PS: Jak możecie zauważyć, nauczyłam się obsługiwać emotki w postach 😁

3 komentarze on "Ostatni dzień na Bali"

    Szczerze podziwiam „chińskiego turystę” za dźwiganie lustrzanki 🙂 bardzo fajnie ciekawie piszecie, fajnie się czyta i ogląda zdjęcia z tych pieknych tropikalnych miejsc. Inspirujecie i rozbudzacie apetyt na poznawanie świata! Pozdrowienia z nad skutych lodem fiordów!

    Chiński turysta miał kilka dni przerwy od noszenia bo wymiękł 😉 ale nie mógł przegapić takiej okazji do zrobienia fajnych zdjęć 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*