Aktualnie jesteśmy w:

Singapur, Singapur

Bali – dzień 1

Bali – dzień 1

Po wyczerpującym locie poprzedniego dnia, postanowiliśmy zwiedzanie Bali rozpocząć łagodnie wybierając miejsca w naszej miejscowości.

Najpopularniejszymi atrakcjami miasta Ubud są Campuhan Ridge Walk (spacer po górze z polami ryżowymi) i małpi las. Ponieważ nie specjalnie przepadamy za małpami w takich regionach ze względu na ich agresywność i możliwość zarażenia wścieklizną (nie zdążyliśmy zaszczepić się przed wyjazdem), zdecydowaliśmy się na spacer po polach ryżowych. Wstaliśmy rano (po 9 to bardzo rano), zjedliśmy hotelowe śniadanko i ruszyliśmy w trasę.

Postanowiliśmy (a właściwie ja postanowiłam :D), że będzie to całkowicie piesza wycieczka, co umożliwi nam rozejrzenie się po najbliższej okolicy i rozruszać kości po kilku godzinach siedzenia w samolocie i taksówce. Po drodze mijaliśmy mnóstw świątyń hinduskich. Przez 15 minutowy spacer do głównej ulicy (ta sama trasa, którą poprzedniego dnia wieźli nas skuterami) minęliśmy ok. 20 małych świątyń. W mojej głowie już rodził się plan zwiedzania ich dokładniej w drodze powrotnej albo następnego dnia. Dopiero po dojściu do głównej ulicy zorientowaliśmy się (a właściwie Michał), że są to przydomowe prywatne świątynie. Okazuje się, że tutaj każdy dom ma swoją prywatną świątynię w której czczeni są ich przodkowie i przechowywane ich prochy (po 5 latach leżenia na cmentarzu każdy zmarły jest kremowany, a prochy przechowywane w domu w świątyni).

Na Bali wiodącą religią wyznawaną przez 80% społeczeństwa jest właśnie hinduizm. Wyróżnia to tę wyspę na tle innych regionów Indonezji, gdyż sama Indonezja jest krajem muzułmańskim (ponad 85% to muzułmanie, a niecałe 2% to religia hinduska). Bali jest turystyczną wyspą i głównie z tego względu znajdziemy tu produkty, których nie znajdziemy w pozostałej części Indonezji (jak wieprzowina czy alkohol). Istnieje mnóstwo odłamów – wariantów hinduizmu i ciężko jednoznacznie go opisać, gdyż może się on różnić między regionami. Może to być wiara monoteistyczna w jednego boga pod różnymi postaciami, a może to być wiara politeistyczna w wiele bóstw. W przypadku Bali jest to wiara w wiele bóstw odpowiadających za określone obszary.

Po drodze do pól ryżowych wypiliśmy oczywiście kawusię (nie ma zwiedzania bez kawy) i zwiedziliśmy pierwszą świątynię. Koszt wejścia: 10 000 rupii indonezyjskich (ok. 27 zł).

Dwie kawy poproszę (to w małej filiżance to cukier)

Przy każdej kapliczce da się zauważyć malutkie tacki zawierające kwiaty i różne różności. Są to ofiary dla bożków, które przynosi każdy modlący, aby ci wysłuchali jego modlitw. Takie same pakuneczki da się zauważyć przy każdym domu czy sklepie (zwykle na ulicy przed wejściem lub na progu w drzwiach wejściowych), samochodzie, właściwie wszędzie i na wszystkim. W tym przypadku ofiara może pełnić dwojaką rolę. Albo jest to ofiara dla odpowiedniego bóstwa o pomyślność w określonej sprawie lub dla złych duchów, aby nie wchodziły do domu. Intencja podarku na ogół znana jest tylko osobie składającej ofiarę. Co znajduje się w takim podarku? Wszystko. Coś co jest ładne (np. kwiaty), coś co jest bliskie/ważne dla domownika (np. cukierki, ciastka, papierosy). Może się tam znaleźć dosłownie wszystko co ofiarujący chce podarować odbiorcy.

Chodząc po ulicach lub chodnikach trzeba niezwykle uważać, żeby nie nadepnąć takiej ofiary, gdyż jest ich tam pełno.

Campuhan Ridge Walk

Po zwiedzeniu świątyni skierowaliśmy się prosto na spacer po polach ryżowych. Był on pełen ładnych widoczków na pola i okoliczną naturę i chociaż początkowo zapowiadało się, że nasza wycieczka zakończy się dość szybkim powrotem do hotelu ze względu na ciemne chmury, które zaczęły się pojawiać na niebie, to okazało się, że cokolwiek niosły poszły gdzie indziej, a pogoda pozwoliła nam spędzić tam kilka godzin. W Indonezji wyróżnia się dwie pory roku: porę suchą i porę deszczową. Aktualnie rozpoczyna się ta druga, więc powinny występować tu przejściowe ulewne deszcze przeplatane pięknym słońcem. Niestety w wyniku ocieplania się klimatu deszcze zaczęły zanikać i pojawiają się coraz rzadziej albo wcale, co powoduje, że pora ta przestaje się wyróżniać od pory suchej.

Widoki były, zgodnie z tym co pisali w internecie, niezwykłe, ale dość monotonne, a ponieważ mieliśmy mocno ograniczony czas na Bali (tylko 4 dni) i zaczął dopadać nas głód, nie zdecydowaliśmy się na przejście całej trasy i zawróciliśmy.

Na obiadokolację wybraliśmy jedną z najbardziej polecanych przez wujka googla knajpek serwujących lokalne, potrawy jednocześnie z bardzo rozsądnymi cenami. Większość była smaczna choć czasem zaskakująca. Wino smakowało oryginalnie i ciężko to porównać do czegokolwiek innego.

Udało nam się też zaplanować kolejne dni wycieczki na Bali. W związku z tym następna relacja: Wschód słońca na wulkanie Batur.

Pozdrawiamy

M&M

6 komentarzy on "Bali – dzień 1"

    Bardzo podoba mi się to motto 😀 Jest prawie lepsze od mojego aktualnego „Nowy dzień, nowe problemy”, no ale podejrzewam, że w takiej podróży to takie motto nie ma prawa bytu 😉

    Oj ma, ma. My tu mamy Singapur i Bali jakoś mocno nie obfitowały w problemy ale Australia już tak. Właśnie siedzimy i czekamy już 24h na lot bo wczoraj nam anulowali przelot. Ale to opiszę niedługo 🙂

    Czy tylko mężczyźni muszą zakładać sarong, czy kobiety też? Czy kobiety mogą wchodzić z odkrytymi ramionami do świątyń?

    Każdy musi zakładać sarong do świątyni. To taki ich tradycyjny strój. Ale nie mają problemu z odkrytymi ramionami, chociaż na zdjęciach przed świątynią czasami widać, że to według nich nie jest stosowny strój. Ale pytałam kilka razy i nigdy nikt mi nie powiedział żebym zakryła.

    Zanim przeczytałam tą odpowiedź, zobaczyłam Twoje zdjęcie w sarong w najnowszym wpisie 🙂 a jeśli ktoś jest w długich spodniach, to też musi to zakładać?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*